Lobotomia (leukotomia przedczołowa) mózgu – co to jest, jakie są skutki?

Mroczna historia tej metody pokazuje, że okaleczać człowieka można w imię najszlachetniejszych pobudek

Jednym z lekarzy, którzy w latach 40. i 50. ubiegłego wieku praktykowali znaną już we wcześniejszych stuleciach psychochirurgię, był Walter Freeman. Zainteresował się leczeniem chorób psychicznych metodami chirurgicznymi za sprawą portugalskiego neurologa Egasa Moniza.

Obaj brali udział w II Międzynarodowym Kongresie Neurologicznym w Londynie w 1935 roku.

 W trakcie kongresu Carlyle Jacobsen i John Fulton wygłosili referat o zmianach emocjonalnych występujących u szympansów po wycięciu znacznej części płatów czołowych: małpy cechujące się uporem i drażliwością stawały się po operacji pogodniejsze.

To wystąpienie zaciekawiło Egasa Moniza, który zaczął zastanawiać się nad przeprowadzaniem podobnych operacji u ludzi ze stanami lękowymi. Rozpoczął wykonywanie zabiegów tzw. leukotomii przedczołowej, którym przypisywał właściwości lecznicze.

Operacje polegały na uszkadzaniu istoty białej poniżej kory mózgowej płatów czołowych za pomocą leukotomu, wsuwanego przez otwory wywiercone w pokrywie czaszki. Był to rodzaj lobotomii, czyli niszczenia płatów czołowych. Zgodnie z ówczesną praktyką lekarz nie musiał stosować rygorystycznych testów statystycznych ani badań kontrolnych, by dowieść swojej tezy o leczniczym działaniu zabiegów (Shorter 1997/2005: 248-249).

W 1949 roku za badania nad leukotomią Egas Moniz otrzymał Nagrodę Nobla.

OPERACJA DLA WSZYSTKICH PRÓCZ PRZESTĘPCÓW

W 1936 roku Walter Freeman wraz z neurochirurgiem Jamesem Wattsem wprowadził lobotomię przedczołową w Stanach Zjednoczonych.

Od 1946 roku Freeman i Watts wykonywali tak zwaną lobotomię przezoczodołową, polegającą na wkłuciu na oślep ostrego narzędzia przez sklepienie oczodołu do jamy czaszki i uszkodzeniu istoty białej zawierającej drogi łączące korę mózgową płatów czołowych z innymi częściami mózgowia (Freeman 1950: 207, Shorter 1997/2005: 248). Operacja trwała zaledwie kilka minut.

Pierwszy zabieg wykonano u 29-letniej Sallie Ellen Ionesco w Waszyngtonie w styczniu 1946 roku.

Dzięki nowej technice, szybszej niż stosowana przez Moniza, zapożyczonej od Fiambertiego (Włochy), Freeman zdobył znaczną popularność (Freeman 1950: 206).

Udoskonalona technika pozwoliła Freemanowi przeprowadzać zabiegi na szeroką skalę – od 1947 roku już samodzielnie, po rozstaniu z Wattsem, który nie zgadzał się na powszechne wykonywanie tego typu operacji.

W latach 50. XX wieku Freeman podróżował furgonetką po Stanach Zjednoczonych, wykonując zabiegi w wielu regionach (Shorter 1997/2005: 248). Czasami u niektórych pacjentów lobotomię wykonywano kilka razy w ciągu życia, gdyż objawy choroby mogły nawracać, jeśli operacja miała charakter bardziej zachowawczy (Freeman 1950: 208).

Początkowo lobotomię wykonywano u pacjentów z depresją, później zaczęto ją stosować u osób chorych na schizofrenię z objawami paranoidalnymi lub znacznym pobudzeniem (Lerner 2005: 119). Do zabiegów kierowano głównie osoby w ciężkim stanie – apatyczne i cierpiące. Jako główne wskazanie do zabiegu Freeman wymieniał znaczne cierpienie pacjenta, mające podłoże emocjonalne.

Lobotomia (leukotomia przedczołowa) mózgu – co to jest, jakie są skutki?

Rosemary Kennedy – jedna z pacjentek, którym lobotomia znacznie pogorszyła stan zdrowia. Od czasu operacji przebywała w zakładach opieki, a rodzina Kennedych przez wiele lat ukrywała informacje o jej niepełnosprawności.

Lobotomia (leukotomia przedczołowa) mózgu – co to jest, jakie są skutki?

Egas Moniz – prekursor leukotomii przezczołowej u ludzi ze stanami lękowymi.

Lobotomię wykonywano w celu zmniejszenia nasilenia uporczywych objawów (Freeman 1950: 208). Zdarzały się jednak przypadki lżejszych chorób, które również poddawano tej metodzie, szczególnie w późniejszym okresie działalności Freemana, po rozstaniu z Wattsem.

Część pacjentów miała szanse na wyzdrowienie także bez zastosowania lobotomii. Chociaż ich pobyt w szpitalu byłby znacznie dłuższy, to jednak uniknęliby zabiegu okaleczającego na całe życie (Finger 1994 w: Shorter 1997/2005: 250).

Szczególnie niepokojące było to, że zabiegi pozbawiały ludzi cech uznawanych za swoiste dla gatunków obdarzonych najwyższą inteligencją: umiejętności przewidywania konsekwencji swoich czynów oraz zdolności do samorozwoju.

Znaczenie tego efektu ubocznego zauważył sam Freeman, wyłączając z zabiegów lobotomii ludzi, którzy już przed operacją wykazywali cechy antyspołeczne.

Jeśli pacjent cierpiał na alkoholizm, uzależnienie od narkotyków, był przestępcą, unikał odpowiedzialności, był agresywny lub przejawiał jakieś inne cechy psychopatyczne, operacja mogła pozbawić go resztek poczucia wstydu i w ten sposób uczynić z niego istotę niebezpieczną dla społeczeństwa (Freeman 1950: 208).

KONIEC WYŻSZYCH CZYNNOŚCI INTELEKTUALNYCH

Pierwszym objawem występującym tuż po wykonaniu zabiegu lobotomii było nagłe ustąpienie niepokoju i napięcia, zwolnienie tętna i spadek ciśnienia krwi, zaczerwienienie dystalnych części kończyn oraz potliwość.

 W ciągu pierwszych kilku dni pacjenci byli zdezorientowani, na pytania o swój stan odpowiadali monosylabami, mówili monotonnym głosem. Samoistnie nie podejmowali prób jedzenia, ale jedli, jeśli byli karmieni. Zdarzało się nietrzymanie moczu.

Wielu pacjentów zachowywało się tak, jakby nie zdawali sobie sprawy, że przeszli operację (Freeman, Watts 1939: 529-530).

Pacjenci popadali zwykle w inercję, lenistwo i prokrastynację, tracąc chęć do spontanicznego inicjowania działania.

Jeśli jednak zleciło im się wykonanie jakiejś konkretnej monotonnej czynności, wykazywali w niej większą wytrwałość niż normalnie, co mogło przypuszczalnie wynikać z braku inicjatywy do zmiany działania.

Przestawali doznawać halucynacji lub, jeśli nadal ich doświadczali, przestawali na nie reagować emocjonalnie. Tracili krytycyzm i nie zważali na normy społeczne (Freeman, Watts 1939: 530, Freeman 1950: 207).

Wraz z upływem czasu zazwyczaj odzyskiwali spontaniczność w wykonywaniu prostych czynności, takich jak jedzenie, czytanie, szycie i inne robótki ręczne, chodzenie i rozmowy z innymi pacjentami. Chociaż zdarzały się zachowania agresywne, zwykle po zabiegu pacjenci odzyskiwali spokój i pogodę ducha (Freeman, Watts 1939: 530-531). Płacili jednak za to utratą wyższych czynności intelektualnych.

Zmiany emocjonalne występowały z różnym natężeniem w zależności od tego, jak znaczny obszar mózgowia był uszkodzony w trakcie lobotomii. Freeman podzielił zmiany osobowości u pacjentów na trzy grupy, w zależności od rozległości wykonanej operacji.

 W przypadku najbardziej rozległych zabiegów pacjenci stawali się bezbronni, leniwi, niekulturalni, krzykliwi, niespokojni i bezmyślni. Tracili uczucia wyższe, a także chęć do pracy nad sobą. Trudno było ich nauczyć czegoś nowego, a równocześnie tracili zdolności społeczne potrzebne do samodzielnego życia.

Pacjenci po bardziej zachowawczych operacjach zwykle zaczynali dużo mówić, bez przewidywania możliwych konsekwencji swoich słów. Byli przyjaźnie nastawieni, ale tracili rezerwę i wyczucie taktu.

Nawet jeśli byli w stanie wykonywać swój dotychczasowy zawód, to nie wykorzystywali czasu wolnego na własny rozwój czy pracę na rzecz społeczności (Freeman 1950: 207).

Operacje najmniej rozległe sprawiały, że pacjent stawał się całkiem dobrze przystosowany do życia. Jedyne obserwowalne efekty uboczne operacji dotyczyły kreatywności i wewnętrznej energii popychającej ludzi do osiągania wyższych celów.

Pacjenci przestawali odczuwać wewnętrzny niepokój czy też wewnętrzną siłę, które sprawiają, że człowiek jest w stanie porzucić obraną wcześniej drogę i dzięki zmianie osiągnąć wyższy poziom satysfakcji (Freeman 1950: 207).

Tracili coś, co można określić albo jako religijny zapał, albo duchową samoświadomość, czyli to, co dla wielu stanowi o człowieczeństwie.

Ta zmiana niepokoiła wielu lekarzy przeciwstawiających się psychochirurgii, chociaż Freeman tłumaczył, że operacje przeprowadza się tylko w najcięższych przypadkach, kiedy pacjent tracił kreatywność jeszcze przed zabiegiem i stał na granicy samobójstwa (Freeman 1950: 207-208).

Lobotomia (leukotomia przedczołowa) mózgu – co to jest, jakie są skutki?

Dr Walter Freeman podczas wykonywania lobotomii.

Lobotomia: co to za zabieg? Jakie niesie skutki dla zdrowia i dlaczego lobotomia jest zakazana

Lobotomia (leukotomia przedczołowa) mózgu – co to jest, jakie są skutki? Zabieg lobotomii jest obecnie zakazany. W historii zapisał się jako kontrowersyjna operacja, która wyrządziła pacjentom nieodwracalne skutki dla zdrowia. Pixabay.com

Pierwszy zabieg lobotomii przeprowadzono 12 listopada 1935 roku. Zabiegowi została poddana 63-letnia kobieta cierpiące na zaburzenia psychiczne. Lobotomia spowodowała u wielu osób nieodwracalne skutki zdrowotne, a nawet śmierć – obecnie zabiegu już się nie wykonuje.

To kontrowersyjny zabieg neurochirurgiczny, który polegał na przecięciu kory przedczołowej. Pod koniec XIX wieku tą metodą leczono chorych na schizofrenię, ciężkie stany depresyjne, choroby psychiczne, a nawet homoseksualizm.

Lobotomie przeprowadzono także w Polsce. W latach 1947–1951 łącznie przeprowadzono 176 lobotomii. Zabiegowi poddane były osoby cierpiące na schizofrenię i padaczkę. W Europie panowało przekonanie, że lobotomią można wyleczyć z homoseksualizmu.

Jak wyglądał zabieg?

Najpierw znieczulano pacjenta za pomocą przenośnego urządzenia do elektrowstrząsów, potem wbijano w czoło pacjenta, za pomocą młoteczka długi, ostry szpikulec (przypominający sopel lodu). Chodziło o to, żeby przerwać włókna nerwowe między płatem czołowym mózgu a międzymózgowiem.

Lekarze, wykonujący ten zabieg, początkowo całkowicie ignorowali fakt, że wiąże się to z przerwaniem i całkowitym zniszczeniem połączeń w płacie czołowym mózgu, co miało katastrofalne skutki.

Skutki lobotomii:

  • zmiany osobowości,
  • napady padaczki,
  • krwotoki śródczaszkowe,
  • ropnie mózgu,
  • otępienie
  • inne choroby wymagające dalszego leczenia
  • śmierć

Lobotomia obecnie jest zakazana

Uszkodzenia mózgu były nieodwracalne i grupa osób po lobotomii, które nie były zdolne do zwykłego, codziennego funkcjonowania, powiększała się. Stopniowo zwiększał się opór społeczeństwa przed stosowaniem tego typu metod i ostatecznie protestować głośno zaczęli również lekarze.

Środowisko medyczne przed długie lata pozostawało bierne, ponieważ jednym z nieprzekraczalnych kanonów kodeksu zawodowego były wówczas lojalność i zakaz krytykowania innych specjalistów.

Jednak większość lekarzy uważała, że pacjenci są tak naprawdę okaleczani i pozbawiani możliwości normalnego życia.

Metoda ostatecznie została oficjalnie odrzucona przez medycynę światową na początku lat 60. Najbardziej aktywnym zwolennikom lobotomii odebrano prawo wykonywania zawodu.

Niektóre kraje przyznały, że lobotomia wyrządziła chorym olbrzymią krzywdę, i zaczęły wypłacać wielkie odszkodowania lub pokrywać koszty opieki nad osobami, które poddano temu zabiegowi.

W 2005 r. grupa rodzin osób poszkodowanych zwróciła się do Komitetu Noblowskiego o pośmiertne odebranie Antonio Egazowi Monisowi przyznanej mu wcześniej nagrody. Komitet odmówił wnioskodawcom, twierdząc, że zasady przyznawania Nagrody Nobla nie pozwalają na jej odebranie i nie określają sposobu, w jaki można by to zrobić.

W historii medycyny lobotomia uznana jest za tragiczną pomyłkę lekarzy. Jednak w tamtych czasach, lekarze wykonujący ten zabieg pretendowali nawet do tego, aby lobotomia wykonywana była powszechnie, jak wszelkie zabiegi stomatologiczne i aby można było ją przeprowadzać nawet w domowych warunkach.

António Caetano de Abreu Freire Egas Moniz – portugalski psychiatra i neurochirurg przysłużył się wielce dzisiejszej nauce. Moniz wymyślił stosowane do dziś rentgenowskie obrazowanie mózgu metodą środka kontrastującego. Jednak nie tym odkryciem zyskał największą popularność.

W 1936 roku przeprowadził pierwszy zabieg wywiercenia dziury w czaszce i odcięcia płatów kory czołowej od międzymózgowia przez wstrzyknięcie alkoholu do łączącej te dwa miejsca tkanki. Operacja miała pomóc w leczeniu depresji, lęku, pobudzenia.

Tak „naprawiona” prostytutka nie potrafiła powiedzieć ile ma lat, ani gdzie się znajduje. Trafiła do ośrodka dla psychicznie chorych i została zapomniana. Moniz uznał jednak, że może to być operacja przydatna i kontynuował badania.

Kolejne próby nie były jednak zbyt owocne i sam specjalista musiał być świadomy, że pozytywne skutki tej terapii są złudne. W 1949 roku Moniz otrzymał nagrodę Nobla.

To jednak nie on był głównym popularyzatorem koncepcji lobotomizacji. Dr. Walter Freeman zobaczył w tej procedurze łatwy sposób na dojście do sławy. Jako członek szanowanej lekarskiej rodziny, nie bacząc na to, że nie ma uprawnień chirurga, rozpoczął kampanię na rzecz lobotomii w USA. Wymyślił nawet swój własny sposób przeprowadzania operacji.

Kości czaszki okalające mózg są bardzo wytrzymałe. Freeman posługując się szpikulcem do kruszenia lodu przebijał kość oczodołową, między gałką oczną a kością brwi. Kilka ruchów młotkiem i operacja „transorbitalna” była zakończona. Prostota całego zabiegu pozwalała mu nauczać wykonywania tej procedury zarówno lekarzy jak i powiększające się grono sympatyków.

You might be interested:  Rybia łuska – przyczyny, objawy, rodzaje, badania, rozpoznanie, leczenie

To właśnie Freeman porównał trudność lobotomii z wizytą u dentysty.

Skutki terapii były natychmiastowe i zadowalające. Dlatego chirurdzy coraz bardziej rozszerzali zakres symptomów, które owa operacja powinna leczyć.

Początkowo lobotomii poddawano tylko osoby w ciężkiej psychozie, schizofrenii, lecz po jakimś czasie decyzje szpitali stawały się coraz bardziej luźne. Dochodziło do tego, że nie tylko osoby chore psychicznie były poddawane zabiegowi – lecz np. skazańcy.

Sam Freeman przeprowadził zabieg na siostrze Johna F. Kennedy’ego, Rosemary, gdyż jej ojciec zauważył u swojej 23 letniej córki zmiany nastroju, markotność i zainteresowanie mężczyznami.

Mimo tego, że większość operacji trudno było uznać za udane (Rosemary do końca życia bełkotała i gapiła się bezmyślnie w ściany), ponad 40.000 osób przeszło ten zabieg w szpitalach na terenie USA. Biorąc pod uwagę cały świat, liczba przeprowadzonych lobotomii sięga ponad 70 tysięcy przypadków.

Lobotomia

Lobotomia przedczołowa, inaczej leukotomia, zwana popularnie lobotomią lub lobotomią czołową – zabieg neurochirurgiczny polegający na przecięciu włókien nerwowych łączących czołowe płaty mózgowe ze strukturami międzymózgowia (najczęściej podwzgórzem lub wzgórzem), obecnie bardzo rzadko stosowany (większość naukowców z całego świata uznaje to za okrutne okaleczanie). Władze ZSRR zakazały tego medycznego procederu na swoim terytorium już w roku 1950 argumentując, że ‘zamienia on schorowaną osobę w kompletnego idiotę’. Dawniej jedna z metod leczenia chorych na schizofrenię lub inne poważne zaburzenia psychiczne . Celem była redukcja procesów emocjonalnych , które zwykle towarzyszą procesom poznawczym – myślom i wspomnieniom (a więc i myślom natrętnym lub halucynacjom). Jednym z poważniejszych skutków ubocznych lobotomii przedczołowej jest utrata przez pacjenta poczucia ‘ciągłości własnego ja ‘, świadomości, że jest tą samą osobą, którą był wczoraj i będzie jutro.

Ponieważ lobotomia nie zawsze okazuje się skuteczna, jest nieodwracalna i prawie zawsze powoduje niekorzystne zmiany w psychice oraz zachowaniu pacjenta, w wielu krajach – m.in. w Polsce – obecnie w ogóle się jej nie stosuje.

Walter J. Freeman od 1936 r. propagował za aprobatą medycznego establishmentu, mediów i opinii publicznej, niezwykle bulwersujacy obecnie sposób prowadzenia lobotomii przedczołowej, poprzez wbijanie szpikulca do lodu przez oczodół pacjenta (wprowadzając go pod gałkę oczną) i cyt.

‘obracanie go jak mieszadełka do koktajli wewnątrz mózgu’ co miało jego zdaniem leczyć psychozę, depresję czy przysparzające problemów zachowania. Freeman wykonał tę procedurę u ponad 2900 osób spośród których najmłodsza miała 4 lata[1][2].

Próbował on z zabiegu wbijania szpikulca w oczodół i przecinania wiązań zrobić zabieg ambulatoryjny, realizował około 4 tego typu zabiegów dziennie[3]. Gdy u pacjenta dochodziło do zmniejszenia pobudzenia, Freeman uważał procedurę za udaną.

Jednak wiele osób umierało na stole operacyjnym lub pozostawiono ich z nieodwracalnymi uszkodzeniami: dziecinnych, potulnych, bezmyślnych, tracących poczucie tożsamości, apatycznych i bezwolnych oraz niemogących utrzymać moczu lub stolca[1][2].

Mimo niepowodzeń Freemana jego twierdzenie, jakoby lobotomia leczyła choroby umysłowe, było skwapliwie akceptowane przez prasę. Nie było też istotnych oporów ze strony innych lekarzy. W owym czasie publiczne krytykowanie lekarza przez jego kolegów było uważane za nieetyczne[1].

W okresie między 1935 a 1960 wykonano w USA blisko 50000 zabiegów polegających na przecięciu połączeń pomiędzy płatami czołowymi mózgu a wzgórzem[2]. W efekcie tego zabiegu blisko 60% pacjentów umierało, pozostała część, wykazywała zaś tendencje do ustąpienia niektórych objawów. Norwegia wprowadziła rekompensaty dla pacjentów poddanych lobotomii[3].

W roku 1949 Egas Moniz otrzymał Nagrodę Nobla za badania nad leczniczymi efektami lobotomii. Pomimo złożenia protestów, m.in. przez jedną z ofiar lobotomii, Christine Johnson, Komitet Noblowski odmówił odebrania Monizowi tytułu laureata Nagrody[2].

Zabieg lobotomii został ukazany m.in. w powieści Kena Keseya Lot nad kukułczym gniazdem .

Przypisy

  1. ↑ 1,0 1,1 1,2 Lobotomia – grzebanie w mózgu – Czasopisma – Onet.pl Portal wiedzy
  2. ↑ 2,0 2,1 2,2 2,3 Wprost 24 – Lobotomia Nobla
  3. ↑ 3,0 3,1 Lobotomia, tragiczna pomyłka lekarzy – Depresja.info.pl

Psychochirurgia. Operacyjne leczenie zespołów zaburzeń psychicznych

W roku 1894 szwajcarski chirurg Gotlieb Burkhardt pracujący w domu dla umysłowo chorych wykonał pierwsze operacje w oparciu o przesłanki anatomiczne i fizjologiczne. Wiele lat wcześniej niemiecki naukowiec Friedrich Golz usuwał psom płaty skroniowe mózgu, co powodowało spowolnienia psychoruchowe.

Burkhardt uszkadzał płat lub płaty mózgu u pacjentów z ciężkimi postaciami schizofrenii. Niestety, z przekazów wiemy tylko to, że pacjenci po operacji byli wyciszeni oraz to, że dwóch z nich zmarło.

Środowisko medyczne bardzo mocno skrytykowało działania doktora Burkhartda, co spowodowało zaniechanie takich działań operacyjnych przez niego samego, jak i niepodejmowanie prób przez innych.

Podczas tych dziewiętnastowiecznych eksperymentów zaobserwowano, że po uszkodzeniu płatów czołowych w wyniku urazu lub guza mózgu zmieniało się zachowanie i nastrój ludzi. Klasycznym przykładem był Amerykanin Phineas Gage. Chory ten był pracownikiem kolei w stanie Vermont.

W sierpniu 1948 roku podczas przygotowywania ładunku prochu w celu wysadzenia skały pod nowo budowane tory przez przypadek zostawił w zbiorniku z prochem metalowy pręt o średnicy 2,5 cm oraz długości około 1 metra. Wskutek eksplozji pręt przebił jego czaszkę, wchodząc do niej w okolicy kości jarzmowej po stronie lewej i niszcząc lewy oczodół wraz z gałką oczną.

Pręt sterczał do góry, wychodząc w okolicy szczytu głowy. Gage stracił przytomność, a całym jego ciałem wstrząsnęły konwulsje. Nikt nie spodziewał się, że przeżyje. Jednak Gage po krótkim czasie odzyskał przytomność i został razem z prętem w głowie przewieziony do doktora Johna Harlowa. Zdumiewające było to, że chory samodzielnie chodził i mówił.

Uraz taki – uważali ówcześni lekarze – powinien być śmiertelny. Jeśli nie z powodu zniszczeń mózgu, to z powodu infekcji. Pan Gage mimo to wyzdrowiał. Niestety, po kilku miesiącach wystąpiły u niego zaburzenia osobowości, stał się ekstrawagancki, przestał zwracać uwagę na innych, był agresywny. Na skutek swojego zachowania stracił pracę.

Jak powiedział jeden z jego kolegów pan Gage już nie był dawnym panem Gage’em. Zmarł 13 lat po wypadku w 1861 roku. Niestety, nie przeprowadzono autopsji jego mózgu. Opiekujący się nim doktor John Harlow po wielu latach opublikował dwa artykuły na jego temat, sugerując, że uraz zaburzył równowagę między zdolnościami intelektualnymi a skłonnościami zwierzęcymi.

Na szczęście zachowała się czaszka pana Gage’a z widocznym położeniem metalowego pręta, dzięki czemu można domniemywać, które części mózgu zostały uszkodzone. Czaszka znajduje się w Muzeum Medycznym Warrena Uniwersytetu Harwarda.

W roku 1994 para portugalskich neurobiologów, posługując się technikami komputerowymi, dokonała rekonstrukcji położenia metalowego pręta w czaszce pana Gage’a, co opublikowano w roku 1994 w czasopiśmie „Science”. Pręt uszkodził przyśrodkową część lewego płata czołowego mózgu, oszczędzając ośrodki mowy i ruchu.

Podobne uszkodzenia u innych pacjentów wywoływały przede wszystkim zaburzenia w podejmowaniu decyzji oraz sferze emocji. Antoni Damasio, jeden z autorów tego opracowania, stwierdził, że przypadek pana Gage’a stał się historycznym początkiem badań nad powiązaniami struktury anatomicznej mózgu z zachowaniem.

Milowym krokiem nie tylko w psychochirurgii, ale w całej neurochirurgii były odkrycia w dziedzinie anestezjologii i antyseptyki. To one umożliwiły wprowadzenie i rozkwit chirurgii mózgu.

Dodatkowo sytuacja zmieniła się, kiedy to wiele laboratoriów badawczych w USA zaczęło dokonywać zdumiewających odkryć na temat funkcji kory płatów czołowych i skroniowych mózgu w zaburzeniach zachowania, w zaburzeniach emocjonalnych, a szczególnie w zachowaniach agresywnych.

W 1935 roku Carlyle Jacobsen z Uniwersytetu Yale opisał zmiany zachowania agresywnych szympansów po przerwaniu dróg nerwowych łączących korę płatów czołowych mózgu z pozostałymi jego częściami. Szympansy stawały się apatyczne, wyciszone i w odróżnieniu od stanu sprzed operacji łatwo spełniały polecenia.

Co więcej, zmiany te następowały bez zauważalnej utraty zdolności pamięciowych oraz inteligencji. Inny badacz tego uniwersytetu – doktor Jon Fulton – zaobserwował brak możliwości wywołania eksperymentalnej nerwicy u dwóch szympansów po całkowitym usunięciu obu płatów czołowych mózgu.

Wspomniany już Antonio Egas Moniz dowiedział się o wynikach eksperymentów Fultona na konferencji w Londynie. To nasunęło mu na myśl możliwość leczenia chorych ze szczególnie ciężkimi postaciami psychoz.

Moniz domyślał się, że wybrane przypadki psychoz, takie jak paranoja lub zespoły natręctw, wiążą się z nawracającymi wzorcami myślowymi, które dominują nad innymi procesami myślowymi. Na tej podstawie zaproponował chirurgiczne przerwanie połączeń kory płatów czołowych ze wzgórzem, co miało przerwać powrót impulsów do kory.

Ponieważ Moniz nie był chirurgiem, jego pomysł sprawdził zaprzyjaźniony z nim neurochirurg doktor Almeida Lima, który zaproponował wykonanie kilku otworów trepanacyjnych nad obiema półkulami mózgu, wprowadzenie poprzez te otwory specjalnego noża zwanego leukotomem (od łac. ciąć istotę białą; lobotomia inaczej nazywana jest leukotomią), a następnie poprzez wykonywanie wahadłowych ruchów przerywanie włókien nerwowych.

Opisywane wyniki takiego leczenia w wielu przypadkach były bardzo dobre, jednak nie można było wykluczyć powikłań.

Po latach jedynie prac laboratoryjnych na zwierzętach lobotomia wg Moniza była pierwszą operacją psychochirurgiczną, która została szczegółowo opisana i w wielu krajach uznana jako technika neurochirurgiczna.

Zalecano jednak wykonywać ją tylko w ciężkich przypadkach, w których wyczerpano wszelkie dostępne, „sprawdzone” wówczas metody leczenia.

W USA leukotomią bardzo zainteresował się neurolog Walter Freeman, który wspólnie z neurochirurgiem Jamesem Wattsem dopracował lokalizację otworów trepanacyjnych oraz procedurę przerywania włókien. Te szczegółowo opracowane wytyczne znane są jako „Standardowa procedura Freemana-Wattsa”.

Mimo dużego oporu ze strony środowisk neurochirurgów Freeman postanowił rozpropagować leukotomię (obecnie procedurę te nazywamy leukotomią przedczołową) w dziesiątkach ośrodków psychiatrycznych, szpitalach i centrach klinicznych. Po przeczytaniu doniesień pewnego Włocha Freeman wprowadził w 1945 roku uproszczoną metodę polegającą na wprowadzeniu przez oczodół do płata czołowego mózgu noża do kruszenia lodu.

Zabieg trwał kilka minut, a pacjent leczony był w trybie ambulatoryjnym. Pościg Freemana za przyspieszeniem procedury, która stała się „taśmą produkcyjną”, był przyczyną kłótni między Freemanem a Wattsem.

Watts nie mógł wytrzymać tego coraz mniej profesjonalnego leczenia, natomiast Freeman palił się do operowania tysięcy weteranów pierwszej wojny światowej, którzy wypełniali przytułki dla obłąkanych.

You might be interested:  Heterochromia oczu (różnobarwność tęczówki) – czy jest groźna, jak się leczy?

W latach 1939–1951 w USA wykonano około 18 000 leukotomii i obecnie uważa się, że w większości przypadków wskazania do niej były mocno naciągane. W Japonii sytuacja była podobna. Wykonano np. wiele takich operacji u dzieci, które miały jedynie trudności w szkole lub według rodziców źle się zachowywały.

Wątpliwe pod względem etycznym były również przepadki setek operowanych w więzieniach. Medycyna zna również przypadki wpływania na lekarzy rodzin chcących pozbyć się krewnego. Leukotomie stosowano także u przeciwników politycznych, których wcześniej ubezwłasnowolniano i umieszczano pod przymusem w zakładach psychiatrycznych.

W Związku Radzieckim, w którym działy się wyjątkowe nadużycia z wykorzystaniem psychiatrii, zabiegi takie wykonywano tylko początkowo. Potem, kiedy każdego przeciwnika można już było bez końca więzić lub przetrzymywać w obozach pracy, zaniechano wykonywania takich operacji.

Paradoksalnie, dodatkowym utrudnieniem dla „niewinnie operowanych” była Nagroda Nobla, którą Antonio Egas Moniz otrzymał w 1949 roku. Trudno było podważać metodę leczenia, u podstaw której leżały odkrycia nagrodzone w taki sposób.

Przykładem efektów zastosowania leukotomii oraz tego, jak odbywała się kwalifikacja do leczenia, jest Rosemary Kennedy – siostra prezydenta USA Johna Kennedy’ego. Rosemary Kennedy od swoich urodzin w roku 1918 była w lekkim stopniu upośledzona.

Nie uczyła się z innymi dziećmi w zwykłej szkole, lecz musiała mieć prywatnych nauczycieli, na których stać było jej zamożnego ojca. Z czasem rodzinie coraz trudniej było radzić sobie z wybuchową i agresywną dziewczyną, której nastrój potrafił się w każdej chwili niespodziewanie zmieniać.

Nie mówiąc pozostałym członkom rodziny, ojciec Rosemary skontaktował się z jednym z neurochirurgów, aby poprosić o operację, która wtedy uważana była za cudownie uzdrawiającą i mogącą pomóc w większości zaburzeń psychicznych. Operacja została wykonana w 1941 roku, a w jej następstwie Rosemary stała się całkowicie niezdolną do samodzielnego życia.

Rodzina umieściła chorą w klasztorze St. Collet w Wisconsin, gdzie spędziła resztę swojego życia. Innym przykładem jest znana w latach 40. XX w. hollywoodzka aktorka Frances Farmer, która na swoje nieszczęście była polityczną aktywistką głośno wyrażającą swoje komunistyczne i rewolucyjne poglądy. W 1942 roku została uznana za niepoczytalną.

Kilka następnych lat spędziła w przytułkach dla psychicznie chorych, a w październiku 1948 roku sam Walter Freeman wykonał u niej swoją słynną leukotomię przy pomocy noża do rozbijania lodu. Zwolniona ze szpitala w 1953 roku nigdy nie odnalazła się w społeczeństwie mimo powrotu do showbiznesu. Jej historię przedstawia film „Frances”, w którym w rolę głównej bohaterki wcieliła się Jessica Lange.

Pisząc o psychochirurgii, trudno nie wspomnieć o wspaniałej powieści Kena Keseya „Lot nad kukułczym gniazdem” zekranizowanej w 1975 roku przez Milosa Formana z Jackiem Nicholsonem w roli głównej (5 Oskarów).

Główny bohater – zbuntowany pacjent ośrodka dla psychicznie chorych – przegrywa walkę z despotyczną siostrą oddziałową. W finale poddawany jest elektrowstrząsom oraz na wniosek oddziałowej leukotomii.

Czytając tę poruszającą książkę, czy oglądając film, warto zdać sobie sprawę z tego, że nie była to tylko literacka fikcja.

W latach 50. ubiegłego wieku głosy krytyki na temat leukotomii zaczęły być na świecie coraz częstsze. Nowsze badania i obserwacje kliniczne rzucały cień na wcześniejsze entuzjastyczne wyniki. Według tych danych tylko u 1/3 chorych obserwowano poprawę stanu klinicznego.

U 1/3 chorych zabieg nie przynosił żadnego rezultatu, a u 1/3 dochodziło do istotnego pogorszenia. Jeśli połączymy to z przyjętym występowaniem spontanicznej poprawy u nieoperowanych chorych, która wynosi 25–30 proc., okazuje się, że pozytywne wyniki leukotomii wcale nie musiały wynikać z przeprowadzonej operacji.

Poza tym badanie kliniczne przeprowadzone w USA, a zwane projektem Columbia-Greystone, nie wykazało istotnych klinicznie korzyści leukotomii. Z upływem lat narastały także kontrowersje etyczne związane z głęboką ingerencją operacji w funkcje psychointelektualne człowieka.

Na to wszystko nałożyło się wynalezienie skutecznych leków antypsychotycznych i przeciwdepresyjnych. Po wprowadzeniu do psychiatrii w latach pięćdziesiątych tiorydazyny liczba wykonywanych leukotomii zaczęła gwałtownie spadać.

Leukotomia w wersji oryginalnie opracowanej przez Moniza lub w modyfikacji Freemana jest obecnie wykonywana na świecie bardzo rzadko, aczkolwiek w kilku krajach prawo dopuszcza ją jako metodę radykalnej kontroli okrutnych kryminalistów (Japonia, Australia, Indie).

W latach sześćdziesiątych powrócono do tematu możliwości leczenia kryminalistów przy pomocy technik chirurgicznych. W roku 1965 japoński neurochirurg Narabayashi opisał metodę stereotaktycznego uszkadzania fragmentu płata skroniowego mózgu zwanego ciałem migdałowatym.

U 14 spośród 27 chorych uzyskał całkowite zniesienie zachowań agresywnych, u 9 chorych zaobserwowano wyraźną poprawę. Podobne doniesienia na temat chirurgii ciała migdałowatego zaczęły napływać z całego świata.

Innymi ośrodkami mózgu, z którymi wiązano korzystne wyniki leczenia, stały się z czasem także: podwzgórze, wzgórze oraz kora tak zwanego układu limbicznego (układu związanego z emocjami i napędem).

W 1970 roku doktor Vernon Mark oraz doktor Frank Erwin wydali przełomowe dzieło z zakresu nowoczesnej psychochirurgii „Przemoc i mózg”, opisując swoje doświadczenia z leczenia chirurgicznego pacjentów agresywnych. Mimo to w latach 70. psychochirurgię uznano za dziedzinę terapii eksperymentalnej i obwarowano dziesiątkami przepisów chroniących prawa pacjenta.

Na szczęście nie był to całkowity koniec psychochirurgii.

Wraz z wynalezieniem precyzyjnych metod obrazowania mózgu (tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, czynnościowy rezonans magnetyczny) i w połączeniu ze znanymi od dziesięcioleci technikami stereotaktycznymi możliwe stało się dokonywanie bardzo precyzyjnych uszkodzeń w obrębie struktur mózgowia bez niepotrzebnego niszczenia pozostałych dróg i ośrodków nerwowych.

Olbrzymi rozwój neurofizjologii zwiększył wiedzę na temat powiązań anatomicznych z szeregiem funkcji mózgu. Przede wszystkim bardziej precyzyjnie potrafimy zlokalizować wybraną wiązkę włókien nerwowych czy skupisko komórek nerwowych, na które chcemy oddziaływać, by uzyskać efekt zahamowania niepożądanych czynności mózgu.

Na przykład przy pomocy specjalnej ramy stereotaktycznej, z którą pacjent ma wykonywane badanie rezonansu magnetycznego lub tomografii komputerowej, możemy w znieczuleniu miejscowym poprzez mały otwór w czaszce wprowadzić do wybranego punktu mózgu specjalną elektrodę, a następnie dokonać zahamowania czynności mózgu w tym miejscu, trwale niszcząc lub blokując włókna nerwowe poprzez stałą stymulację elektryczną. Wynaleziona przez szwedzkiego neurochirurga Larsa Leksella w latach 70. radiochirurgia pozwala pacjentom wręcz uniknąć otwierania głowy. Specjalna rama oraz system komputerowy umożliwiają zogniskowanie wielu promieni wytwarzanych przez lampę kobaltową w jednym punkcie mózgu, powodując jego zniszczenie. Metoda ta wykorzystywana jest w wielu wskazaniach neurochirurgicznych, ale w szczególny sposób interesująca jest w psychochirurgii.

Z punktu widzenia nowoczesnej medycyny najciekawsze są aspekty możliwości stosowania metod chirurgicznych u chorych z zespołami obsesyjnymi, depresjami i zespołami lękowymi, u których mimo szerokiej gamy dostępnych leków, stosowania psychoterapii, a nawet w wybranych przypadkach elektrowstrząsów nie udaje się uzyskać poprawy. Zdecydowana większość ośrodków neurochirurgicznych na świecie nie zajmuje się obecnie psychochirurgią, jednak w nielicznych dokonywana jest szczegółowa analiza chorych z ciężkimi postaciami chorób i przeprowadzane są minimalnie inwazyjne procedury znacznie odbiegające od agresywnych metod sprzed prawie stu lat metod, które niosły ze sobą niepotrzebne uszkodzenia sąsiednich struktur mózgu. Liczba wykonywanych operacji na świecie jest trudna do oceny, ale w samych Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii rocznie wykonywanych jest obecnie tylko 25 operacji tego typu. To pokazuje, że w przypadku psychochirurgii trzeba w szczególny sposób widzieć różnicę pomiędzy przeszłością, w której w niekontrolowany sposób wykonywano tysiące leukotomii a teraźniejszością, która stara się wykorzystać najnowsze zdobycze techniki i wiedzę neurofizjologiczną, by pomóc ciężko chorym pacjentom.

Dr n. med. Radosław Michalik

Psychochirurgia | Neuropsychologia.org

To metoda operacyjnego leczenia zaburzeń psychicznych. Używana stosunkowo rzadko, zazwyczaj gdy jakieś formy zaburzeń opierają się leczeniu farmakologicznemu i innym terapiom (np. za pomocą elektrowstrząsów), a ich obecność jest przyczyną ogromnego, uniemożliwiającego normalne życie cierpienia. 

Niechlubne korzenie – złe dobrego początki

Chodzi tu przede wszystkim o lobotomię, która w pierwszej połowie XX wieku, przed wynalezieniem psychiatrycznej farmakoterapii, dominowała jako forma leczenia zaburzeń psychiatrycznych.

Procedura wymyślona w latach trzydziestych przez portugalskiego lekarza, Egasa Monitza, jako „leukotomia” została w 1949 roku nagrodzona medycznym Noblem. Zaś jej ulepszona wersja, „lobotomia” była stosowana od lat 40. w Stanach Zjednoczonych, rozpropagowana przez psychiatrę Waltera Freemana i neurochirurga Jamesa Wattsa.

Polegała na wprowadzeniu do mózgu, przez gałkę oczną, szpikulca do lodu i przerwania w ten sposób połączeń w korze przedczołowej.

Dziś już wiemy, że tak inwazyjny i jednocześnie trudny do przewidzenia w skutkach zabieg jest etycznie nieuzasadniony. Od lat 40.

, mimo sprzeciwów części środowiska medycznego, zabieg ten jednak był stosowany, między innymi przy poparciu prasy popularnej, która na początku przedstawiała lobotomię w bardzo pozytywnym świetle, by zmienić narrację dopiero o wielu latach (Diefenbach i in., 1999). Szacuje się, że takich zabiegów wykonano w Stanach Zjednoczonych do 40-50 tys.

Dopiero w połowie lat pięćdziesiątych, gdy dopuszczono do użycia chloropromazynę jako lek psychotropowy a neurochirurdzy przestali wyrażać zgodę na stosowanie procedury Freemana, ilość hospitalizacji i związanych z tym lobotomii zaczęła się zmniejszać (Sekerak, 2011). 

Współcześnie stosowane procedury

Obecnie, przede wszystkim ze względu na historię nadużyć w przeszłości, zabiegi psychochirurgiczne stosowane są dość rzadko i przede wszystkim pod nadzorem specjalnych komisji, a przeprowadzane są przez multidyscyplinarne zespoły, w których mocno na uwadze pozostają kwestie etyczne.

Jedną z często stosowanych technik jest termokoagulacja, czyli uszkadzanie wybranej części mózgu za pomocą elektrody. Do dziś stosowanych jest cztery rodzaje zabiegów neurochirurgicznych do leczenia zaburzeń:

  • Przednia cingulotomia: czyli operacyjne uszkodzenie przednich części obu zakrętów obręczy. Stosowane jest zazwyczaj w leczeniu zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych i znaczącą poprawę osiąga 30-40% pacjentów.
  • Traktotomia podogoniasta: stosowana w zaburzeniach afektywnych, obsesyjno-kompulsyjnych i lękowych. Polega na przerwaniu szlaku nerwowego między płatami czołowymi a strukturami podkorowymi, w istocie bezimiennej, która znajduje się pod jądrem ogoniastym. Również około 35% pacjentów odpowiada na tę formę leczenia.
  • Leukotomia limbiczna: to metoda będąca połączeniem obu powyższych. W leczeniu dużej depresji i zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych osiągnięto poprawę 35-50% pacjentów.
  • Przednia kapsulotomia: polegająca na uszkodzeniu przedniej odnogi torebki wewnętrznej. W przypadku pacjentów z zaburzeniami obesyjno-kompulsyjnymi zaobserwowano istotną poprawę u 70% pacjentów.

Niestety, poza prawdopodobieństwem uzyskania poprawy, po tych zabiegach występują również objawy uboczne. W zależności od zabiegu mogą być różne i dotyczyć np. przyrostu masy ciała czy zmian w osobowości, o różnych objawach neurologicznych nie wspominając (Mashour i in., 2005).

opracował: Joachim Kowalski

Piśmiennictwo:

  • Jansson, B. (1998). Controversial psychosurgery resulted in a Nobel Prize. Nobelprize.org. [http://www.nobelprize.org/nobel_prizes/medicine/laureates/1949/moniz-article.html]
  • Diefenbach, G. J., Diefenbach, D., Baumeister, A., & West, M. (1999). Portrayal of lobotomy in the popular press: 1935-1960. Journal of the History of the Neurosciences, 8(1), 60-69.
  • Mashour, G. A., Walker, E. E., & Martuza, R. L. (2005). Psychosurgery: past, present, and future. Brain research reviews, 48(3), 409-419.
  • Sekerak, R. (2011). Lobotomy (Frontal). In Encyclopedia of Clinical Neuropsychology (pp. 1474-1475). Springer New York.
You might be interested:  Wypadanie włosów u kobiet – przyczyny, badania, leczenie, leki, domowe sposoby

Rozpruwacze ludzkich mózgów. Wstrząsająca historia lobotomii

Dr Walter Freeman przeprowadził około 3,5 tysiąca lobotomii. Jak sam przyznawał, 3 proc. jego pacjentów zmarło, co znaczy, że udało mu się zabić około 105 pacjentów. Pozostałych trwale okaleczył.

Przed rozpoczęciem lobotomii dr Walter Freeman aplikował pacjentowi elektrowstrząsy, by go oszołomić. Następnie uczony, nazywany w amerykańskich gazetach chirurgiem ludzkich dusz, brał w dłoń szpikulec do kruszenia lodu. Używał go, bo żadne narzędzie chirurgiczne nie było wystarczająco twarde, aby zmierzyć się z kośćmi ludzkiej czaszki.

Dr Freeman wpychał szpikulec w przestrzeń między gałkę oczną a powiekę. Następnie uderzał w rękojeść młotkiem i metalowe ostrze przebijało oczodół, wchodząc do płata czołowego mózgu. Wówczas doktor brał kolejny szpikulec i wbijał w drugie oko pacjenta. O dziwo, przeważnie udawało mu się nie wydłubać przy tym gałki ocznej.

Na koniec chwytał za rękojeści i wykonywał koliste ruchy, szatkując na chybił trafił płaty czołowe mózgu nieszczęśnika.

Wbrew pozorom świat nauki nie uznał Freemana za nowe wcielenie doktora Mengele, lecz za proroka cudownej metody leczenia chorób psychicznych. Tak skutecznej, że wartej Nagrody Nobla.

Sława wymaga ofiar

Dzięki dr. Freemanowi lobotomia stała się jednym z najpopularniejszych zabiegów medycznych w latach 40. i 50. ubiegłego wieku. Jednak to nie on ją wynalazł, ale portugalski neurochirurg António Egas Moniz.

Dokładnie 75 lat temu mieszkający w Lizbonie naukowiec – wedle Jürgena Thorwalda, autora książki „Kruchy dom duszy” – dobiegał sześćdziesiątki i pomyślał o zdobyciu światowej sławy. Wcześniej stał się znany za sprawą wynalezienia metody obrazowania mózgu przez podanie środka kontrastującego przed prześwietleniem aparatem rentgenowskim.

Chciał jednak czegoś więcej niż tylko uznania we własnym środowisku. Doszedł do wniosku, że nic nie wzbudzi takiego zainteresowania, jak znalezienie sposobu na leczenie chorób psychicznych.

„Wy, psychiatrzy, gubicie się w ciemnym lesie logiki, a od czasu do czasu robicie nawet wycieczki w świat metafizyki” – oświadczył w 1935 r. znajomemu psychiatrze. „Moim zdaniem życie duchowe ma bazę w komórkach mózgowych i ich powiązaniach wewnątrz całego systemu komórkowego”.

Dlatego uważał, że każdą chorobę psychiczną można wyleczyć operacyjnie. Jako źródło wiedzy posłużyły Monizowi zapiski dyrektora zakładu psychiatrycznego w Szwajcarii, Johanna Burckhardta, który od 1888 r. systematycznie usuwał pacjentom fragmenty kory mózgowej, odnotowując, że po okaleczeniu zmieniał się ich sposób zachowania.

Dopiero protesty innych lekarzy zmusiły Burckhardta do zaniechania badań.

Jednak Moniz, który kwestie moralne i etyczne uważał za nieistotny szczegół, z ochotą zaczął rozmyślać o eksperymentach na ludziach. Jak je prowadzić, dowiedział się w sierpniu 1935 r. podczas kongresu neurologów w Londynie. Tam wysłuchał wykładu Johna F.

Fultona, neurofizjologa z Yale University, na temat zachowania szympansów po przecięciu drogi nerwowej łączącej płat czołowy z resztą ośrodków mózgowych. W wyniku zabiegu zwierzęta przestały wpadać we wściekłość i okazywać agresję. Moniz był zachwycony.

Pomysł eksperymentów na ludziach skonsultował z Fultonem, ale tamten wyraził jedynie oburzenie faktem, że ktoś chce potraktować mózg ludzki dokładnie tak samo jak małpi.

Czytaj także: Eksperymenty medyczne doktora Mengele

Niezrażony Portugalczyk wrócił do Lizbony i rozpoczął przygotowania do pierwszych operacji.

Zamierzał wywiercić dziurę w twardym przednim sklepieniu czaszki pacjenta, po czym za pomocą noża przebić istotę białą mózgu i zniszczyć połączenia nerwowe płatu czołowego.

Na „ochotników” wybrał pensjonariuszy zakładu dla chorych psychicznie Miguela Bombardy w Lizbonie, których przekazali mu znajomi psychiatrzy.

Zabieg przeprowadził u 20 ludzi chorych na schizofrenię, depresję i nerwice natręctw.

Niestety, zamiast cudownie ozdrowieć, chorzy po operacji doświadczali bólów głowy, wymiotów, gorączki, drętwienia mięśni, padaczki, niepohamowanych napadów głodu i pragnienia.

A przede wszystkim stali się obojętni na otaczający świat. Jednak siedmioro pacjentów przestało miewać halucynacje i ataki agresji. To wystarczyło, by Moniz uznał ich za całkowicie wyleczonych.

Wyniki badań upublicznił w listopadzie 1936 r. Ku jego zaskoczeniu fakt poszatkowania mózgów 20 ludzi, a nawet widoczne tego efekty nie wzbudziły większego zainteresowania w Europie. Rozgoryczony porzucił eksperymenty.

Być może leukotomia, zwana potem lobotomią, szybko zostałaby zapomniana, gdyby artykuł Moniza, opublikowany w jednym z francuskich czasopism medycznych, nie wpadł w ręce dr.

Freemana, neurobiologa wykładającego na George Washington University w Waszyngtonie.

Lek na całe zło Dr Freeman zrozumiał, że ma do czynienia z prawdziwą żyłą złota. Tylu było chorych, którym mógł spróbować pomóc! Publiczne szpitale w USA zapewniały pacjentom w 1936 r. około pół miliona łóżek, z czego połowę zajmowali stale chorzy psychicznie.

Szacowano też, że w Ameryce jest jakieś 7 mln osób z zaburzeniami umysłowymi. Ktoś potrafiący skutecznie ich wyleczyć mógł być pewien, że szybko zdobędzie sławę i bogactwo.

Drobną niedogodność, że nie był chirurgiem i nigdy nie operował, dr Freeman zatuszował w ten sposób, że zaprosił do współpracy młodszego kolegę z uczelni, neurochirurga Jamesa W. Wattsa.

Czytaj także: Ludzie, którzy nie mają sumienia

Operacje wykonywane metodą Moniza nie przynosiły jednak cudownych ozdrowień. Pacjenci na ogół tracili zainteresowanie światem, a ich życie zamieniało się w wegetację.

No, chyba że wcześniej umierali na stole operacyjnym. Jednak po przeprowadzeniu 600 lobotomii dr Freeman ogłosił sukces. Wedle jego danych, zmarło jedynie 3 proc. pacjentów, a u 42 proc.

?zaobserwowano uspokojenie, zanik agresji i urojeń, a nawet cofnięcie depresji.

Jednak nawet tak rewelacyjne wyniki nie zapewniały lobotomii rynkowego sukcesu. Klasyczna operacja wymagała sterylnej sali, specjalistycznych przyrządów, uśpienia pacjenta w obecności anestezjologa. Freeman postanowił więc wspólnie z Wattsem opracować prostszy sposób dewastowania ludzkiego mózgu.

Fot.: Newsweek_redakcja_zrodlo

Amerykańska prasa uznała to za wielką sensację. Wkrótce Freeman został bohaterem licznych artykułów, zasłużył na miano chirurga ludzkich dusz. W połowie lat 40., po sukcesie penicyliny, niemal wszyscy wierzyli, że naukowcy opracują wkrótce leki na każdą chorobę – lobotomię uznano za potwierdzenie tej prognozy.

Sława i rosnący autorytet Freemana sprawiły, że nikt ze środowisk medycznych nie śmiał zakwestionować rzetelności jego eksperymentów. Nie zwracano też uwagi na protesty rodzin okaleczonych ludzi, tym bardziej że przecież dotykało to głównie wariatów. Do opinii publicznej nie docierały listy pokrzywdzonych, jak ten z 1943 r.

, odnaleziony po latach wśród papierów Freemana: „Nie znam lepszej metody zniszczenia rodziny od pańskiej operacji. Od czasu pańskiego zabiegu mój ojciec zmienił się w nieodpowiedzialne za swe czyny dziecko – pisała autorka.

– Dla mojego ojca operacja była prawdopodobnie sukcesem, gdyż od tamtej pory nie interesuje go ani przeszłość, ani przyszłość”.

Zafundował go w 1949 r. pięknej 23-letniej córce Rosemary, bo zauważył, że jest zbyt markotna, a poza tym bardzo interesują ją mężczyźni, co mogło zaowocować skandalem i zrujnować mu karierę polityczną.

Po wbiciu szpikulców do mózgu Rosemary stała się idealną córką polityka. Do śmierci w 2005 r. przebywała na terenie specjalnego ośrodka, śliniła się, bełkotała i gapiła w jeden punkt na ścianie.

Gazety na całym świecie rozpisywały się zaś o sukcesach dr. Freemana.

W tymże 1949 roku pod wpływem powszechnego entuzjazmu Komitet Noblowski postanowił uhonorować rzeczywistego, acz zapomnianego już odkrywcę terapii święcącej takie triumfy.

„Przedczołowa leukotomia musi być mimo pewnych zastrzeżeń potraktowana jako jedno z najważniejszych odkryć, jakich kiedykolwiek dokonano w dziedzinie terapii psychiatrycznej” – ogłoszono w laudacji na cześć przybyłego z Lizbony do Sztokholmu Antónia Egasa Moniza.

Sam nagrodzony nie prezentował się najlepiej. Od kiedy jeden z pacjentów w przypływie „wdzięczności” za udany zabieg usiłował go zastrzelić i wpakował weń kilka kul, poruszał się z wielkim trudem.

Do tego nie ukrywał zaskoczenia wyróżnieniem, bo po latach obserwacji pacjentów poddanych lobotomii doszedł do wniosku, że zabieg nie ma sensu. Jednak nagrodę przyjął.

Czytaj także: Radzieckie eksperymenty na ludziach

Wkrótce na całym świecie zapanowała moda na lobotomię. W Europie leczono nią homoseksualistów, a w Japonii sprawiające trudności dzieci. Zaś doktor Freeman stale odwiedzał nowe miejsca, aby wykonywać zabiegi i kształcić następców. Witały go rzesze ludzi, tytuły prasy lokalnej anonsowały wizytę, niemal jak pojawianie się gwiazdy z Hollywood.

A dr Freeman ze szpikulcami w dłoni, jak na fabrycznej taśmie montażowej, rozpruwał po kolei mózgi oszołomionym elektrowstrząsami ludziom. „Nie pamiętam, co mnie bardziej przerażało, oglądanie wbijania młotem metalu do mózgu, czy potem jednoczesnego ruchu szpikulców przekręcanych w rękach lekarza” – wspominał po latach lekarz Wolfhard Baumgartel.

Kogo uratowały psychotropy

Otrzeźwienie przyniosła światu nie rzetelna weryfikacja efektów lobotomii, lecz wprowadzenie na rynek w 1955 r. pierwszych leków psychotropowych.

Możliwość łatwego podawania pacjentom farmaceutyków i widoczne skutki ich działania sprawiły, że lekarze i uczeni ośmielili się skrytykować poczynania dr. Freemana. Pojawienie się pierwszych głosów rozsądku wkrótce zerwało tamę milczenia. Nagle okazało się, że aż 67 proc.

pacjentów po zabiegu zamienia się w bezwolne warzywa, a kilka procent szybko umiera na wylew krwi do mózgu. Wprawdzie pozostała jedna trzecia nieszczęśników potrafiła funkcjonować w codziennym życiu, ale emocjonalnie i intelektualnie przypominali kilkuletnie dzieci.

Niestety, zanim to zauważono, na całym świecie poddano lobotomii ok. 70 tys. ludzi, często zupełnie zdrowych, gdyż zaczęto tak „leczyć” także osoby o skłonności do depresji, prostytutki i recydywistów.

Czytaj także: Ćwierć wieku prozacu

W latach 60. kolejne kraje zabraniały barbarzyńskiego zabiegu. Dr. Freemana media nazywały mózgowym Kubą Rozpruwaczem, ale on się nie poddawał. Gdy zaczęto mu utrudniać operacje w Stanach Zjednoczonych, wyruszył do Ameryki Południowej.

Prawo do wykonywania zawodu stracił dopiero w 1967 roku, gdy po powrocie do USA szpikulcami do lodu uśmiercił niejaką Helen Mortensen. Miał wówczas za sobą ok. 3,5 tys. operacji. Wedle tego, co sam przyznawał, umarło ok. 3 proc pacjentów.

Czyli optymistycznie licząc, udało mu się zabić około 105 pacjentów, a resztę trwale okaleczyć.

Czyniłoby to z niego jednego z najskuteczniejszych seryjnych morderców w dziejach, gdyby nie fakt, że robił to wszystko w majestacie prawa i oczywiście dla dobra ludzkości.

Tekst po raz pierwszy ukazał się w „Newsweeku” w listopadzie 2011 roku.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *